FORGOT YOUR DETAILS?

CREATE ACCOUNT

Maramuresz – Rumunia 2015

/ / Maramuresz - Rumunia 2015, Relacja

Rumunia OFFem chodziła za mną już od jakiegoś czasu. Zawsze jednak były miliony spraw ważniejszych, tysiące wymówek by nie jechać. W tym roku twardo postawiłem na swoim! W weekendowym wypadzie towarzyszył mi Sławek na XT660R oraz Andrzej, na Transalpie 600. Część trasy samochodowej zrobiliśmy  w towarzystwie Krzysia z synem, którzy na pace swojego pickupa wieźli dwa lekkie „dziki”.

Dzień 1.

Na miejsce, do Sapanty, dojechaliśmy z dwugodzinnym poślizgiem – dlatego, by nie tracić czasu, od razu zabraliśmy się ostro do przygotowań siebie i maszyn do drogi. Po rozładowaniu motocykli uznaliśmy, że tego dnia nie ruszamy  jeszcze w dalszą trasę, poznamy jedynie przyległe tej miejscowości tereny. Bagaże zostawiliśmy więc w hostelowym pokoju a sami, na lekko, ruszyliśmy w góry. 10minut potem byłem już z powrotem 😉 Reszta ekipy wróciła natychmiast. Niestety ale spier**** im cały fun z jazdy. Mój upadek sprawił, że całe popołudnie i wieczór spędziliśmy na łataniu rozbitej, o wielki głaz, chłodnicy. A naprawiać jej nie chciało mi się jak nigdy… żar skutecznie zniechęcał do wszystkiego. Z jednej strony wielki upał, z drugiej presja, by zakończyć to jak najszybciej, bowiem tego wieczoru w restauracji miało odbyć się wesele. Chcąc, nie chcąc – naprawiliśmy to ustrojstwo i po szybkiej acz intensywnej kolacji poszliśmy spać. Upał tak zniechęcał do działania, że z tego dnia nie ma ani jednej fotki, co nie często mi się zdarza…

 

Dzień 2.

Rankiem, po szybkim pakowaniu ruszyliśmy w końcu w trasę. Cel: Farcaul (1 957 m).

Pierwsze kilometry to cudownie kręta, o bardzo dobrej nawierzchni, pięknie położona droga. Trójce ciężkich motocykli towarzyszył Krzyś swoim świetnie zrobionym Hiluxem. Tego dnia zostawili swoje lekkie maszynki by przejechać się kawałek z nami. Byli ciekawi szczytu. Mieliśmy jakiś ślad w nawigacji, który miał nas zaprowadzić do celu, niestety przebiegał on przez wąską bramkę, przez którą ledwie zmieściły się nasze motocykle, pickup nie miał szans.  Postanowiliśmy więc spróbować swoich sił inną drogą, z nadzieją, że to ta właściwa. Ruszyliśmy. Na trudności terenowe nie trzeba było długo czekać. Było chyba wszystko – błoto, bród, kamienie. Ktoś się wywrócił, potem ktoś inny i jakoś tak dojechaliśmy na 1300m n.p.m. gdzie zapadła decyzja o odwrocie… Nie wiem czy to było ostatnie miejsce by nawrócić autem bez ryzyka uszkodzenia mechanizmów, czy porysowana pięknego białego lakieru – szkoda by było! Nie żebym zwalał decyzję o odwrocie na kierowcę auta, ekipa motocyklowa też była trochę przerażona trudnościami, zwłaszcza, że motocykle obładowane a i z praktyką niektórzy byli na bakier, dla Sławka bowiem był to pierwszy OFFowy wyjazd a i ja raczkuję w temacie! Nie było wyjścia, wróciliśmy na dół!

_6547

 

_6548

_6549

_6562

_6567

 

Na dole zapadła decyzja o rozstaniu, chłopcy w aucie nudzili się z nami, poza tym mieli w planach motocyklowe popołudnie. Odbieramy bagaże, które na ostatnim etapie oddaliśmy do auta, licząc, że bez nich damy radę wjechać. Było dużo lżej ale nie na tyle lekko by powalczyć dłużej 😉 Auto wróciło więc do Sapanty, my natomiast podjęliśmy kolejny raz wyzwanie jakie postawił przed nami mityczny niemal Farcaul. Wróciliśmy na szlak. Zaaferowany jazdą często gubiłem trasę i trzeba było nawracać.

_6568

_6569

_6571

 

Kolejny tego dnia odwrót. Było tak stromo, że nie dało się ruszyć, moto stawało po prostu dęba ;(

_6575

_6581

_6582

_6585

Znajdź brakujący element… 😉

_6586

Po „spawaniu” chłodnicy nie ma już śladu!

_6588

Chwilę potem leżeliśmy już na łące liżąc rany. Poddaliśmy się na dobre.  Ja straciłem prawy podnóżek, Sławek musiał wyprostować to i owo. Cóż było robić, zjechaliśmy do wioski w poszukiwaniu sklepu (smutki trzeba było jakoś zalać) i spawarki.  Sklep znaleźliśmy bardzo szybko, okazało się również, że właściciel dysponował spawarką ale z racji tego, że to była niedziela udostępniał nam ją, sam nie mogąc pomóc – niedziela dzień święty o on nie pracuje. Rozumiemy! Na szczęście Sławomir opanował kiedyś sztukę obsługi tego urządzenia więc 20minut później EnJoy (czyli moja Yamaha XT660R) była już kompletna i nadawała się do dalszej jazdy.

_6592

_6594

_6597

_6601

 

Po spawaniu zrobiliśmy zakupy, a na drogę, a właściwie na dzisiejszy wieczór, od właściciela sklepu dostaliśmy lokalny samogon zwany palinką. Próbowaliśmy zachęcić go do wizyty u nas, do wspólnej konsumpcji ale niestety w poniedziałek rano musiał ruszyć autem w trasę. Bardzo  rozsądny człowiek! Trzeba go będzie jeszcze kiedyś odwiedzić! Tymczasem wieczorem…

_6602

_6604

_6608

_6609

_6611

 

Znaleźliśmy kawałek płaskiego terenu. Zrzuciliśmy graty, palinka do zimnego , górskiego strumyka a my na koń i do góry! Sławek zmęczony został pilnując dobytku, rozpalił ognisko, ogarnął się i czekał na nas. My tymczasem, w myśl zasady, że enduro nie pęka, atakowaliśmy Farcaul po raz trzecie tego dnia 😉 Trasa super, widoki jeszcze lepsze, szkoda tylko, że aparat został na dole, zdjęcia więc tylko z komórki ;( Na cel naprowadzali nas lokalesi z terenówek, których czasem udawało nam się spotkać na swej „drodze”. Po jakiejś godzinie wyjechaliśmy z regularnego lasu na połoninę. Jadąc w kierunku szczytu, w półmetrowej trawie wypatrywaliśmy czy aby nie leży w niej coś, co powali nas na glebę. Niestety, góra nie chce nas wpuścić, a może my nie podejmujemy zbyt dużego ryzyka mając w głowie to, że za kwadrans zajdzie słonko…  Trzeba wracać, nie ma mocnych ;(

1

3

 

4

 

Widoczny w oddali las zatrzymał nas na dobre. Pół godziny później byliśmy 1000m niżej. Oprócz Sławka czekało na nas ognisko oraz schłodzone napoje 😉

_6612

_6621

cdn.

TOP